Brak czasu – wróg numer jeden

Nie mam czasu na treningi, na spacery, nie mam czasu na nic. Jej, ile razy ja to słyszałam, ile razy sama sobie wmawiałam, że nie mam czasu na trening. Większości trening od razu kojarzy się z godzinami na siłowni, najlepiej codziennie. Bez przesady, wystarczy znaleźć dwadzieścia minut – tak, DWADZIEŚCIA MINUT dziennie czy co drugi dzień, takie to straszne? Nikt Ci nie karze od razu skakać dzień w dzień z Chodakowską, aczkolwiek na pewno by się ucieszyła. 🙂

Uwierz mi, da się. Jestem młodą mamą, a znajduję średnio trzy, cztery razy w tygodniu czas na to aby się poruszać dosłownie przez wspomniane dwadzieścia czy trzydzieści minut – zależy od dnia. Mój plan treningowy jest różny, ale zawsze staram się robić przysiady, brzuszki no i wiadomo kilka machnięć na nogi czy pupę. Samo się nie zrobi. 🙂
Nie chodzi o to, aby się wykończyć za wszelką cenę, raczej nabrać energii. Ja osobiście jak się nie ruszam to mam wrażenie, że zaraz się rozsypię, tu mnie boli, tam coś szczyka.. brzmi śmiesznie, ale tak jest. Dlatego też, pomimo tego, że w ciągu dnia wyskakam się z córeczką to wieczorem jak już Mała pójdzie spać.. ja biorę się za siebie. Oj, ile razy jestem tak zmęczona, że ledwie na oczy patrzę, a mój Mąż tylko powtarza.. „daj się zregenerować organizmowi, idź spać”. Nie, ja wtedy dzielnie zsuwam się z łóżka na podłogę i do dzieła. Czy się zmuszam? Nie podchodzę tak do tego, nie można w ten sposób, traktuję to jako czas dla siebie, przecież robię to dla siebie. Wbrew pozorom to mnie regeneruje, wzmacnia, co najlepsze daje kopa do działania.

Trenuj kiedy możesz, no wybacz ale nie wierzę, że nie znajdziesz tych dwudziestu minut co drugi dzień aby chwilę się poruszać. Wiadomo, dobrze by było to robić rano, bo dostajesz kopa na cały dzień, ale kto ma czas rano? Ja nie mam. Przed snem? Podobno niektórzy później nie mogą zasnąć, ja osobiście nie mam z tym problemu, bo mam wystarczająco aktywny dzień. Dla mnie pora wieczorna jest najlepsza, trening, później prysznic i idziesz albo spać – śpiąc krócej o te dwadzieścia minut poświęcone na ruch, albo dostajesz kopa by coś jeszcze porobić.

Jeśli nie jesteś w stanie znaleźć czasu na trening w domu, rób to poza nim. Prosta sprawa, wyjdź z domu 10-15 minut wcześniej (JEST TO MOŻLIWE – zdecydowanie TAK!), wysiądź dwa przystanki wcześniej i zrób sobie spacer do pracy, czy przerzuć się na rower, możliwości jest wiele. Najważniejsza jest CHĘĆ. W autobusie/tramwaju nie rzucaj się na miejsce siedzące tylko postój. Zamiast na kawę do knajpy umów się z koleżanką na spacer. Wyciągnij chłopaka zamiast do kina to do parku, tam romantyczniej spędzicie czas, a świeże powietrze na pewno dobrze wam zrobi. Ja robię tyle kilometrów w ciągu dnia, że z satysfakcją patrzę wieczorem ile kroków zrobiłam. 😀 Co najlepsze, czasem wcale nie muszę wychodzić z domu, bo cóż… kto nie ma w głowie, ten ma w nogach haha.

Zapamiętaj jedno – musisz CHCIEĆ, a to należy wypracować w głowie przede wszystkim. Nie szukaj wymówek, nie odkładaj na później, najlepiej wyrzuć z głowy słowo nie! Pomyśl sobie, że to przyniesie Ci tylko satysfakcję, lepsze samopoczucie a z czasem będziesz lepiej zorganizowana.

Może Cię zachęcę do choć krótkiego treningu? Od tego wszystko się zaczyna, jak poczujesz jak fantastycznie zaczniesz się czuć sama ze sobą, w swoim ciele nie będziesz wyobrażała sobie tygodnia czy dnia bez treningu. Trzymam za Ciebie kciuki!